Centrum ajurwedy
Home / Nowości
Ważne wydarzenia
Masaże ajurwedyjskie
Nasza misja
Nasza filozofia
Nasi specjaliści
Kim jesteśmy
Cennik zabiegów
Nasza oferta
Produkty ajurwedyjskie
Piszą o nas / Pressroom
Ciekawe artykuły
Kontakt
Linki
Szkolenia
Najbliższe terminy i ceny
Program szkoleniowy
Zdjęcia
Metodyka i zakres
Miejsce szkoleń
Rezerwacja i opłata
Sprawdź naszych klientów
Archiwum szkoleń
Wyprawa do Indii
Aktualny kontakt
Najbliższe terminy i ceny
Wyjazdy grupowe
Ośrodek Coco
Ośrodek Shin Shiva Ashram
Beach and Lake Resort
Panchakarma Institute
Program Panchakarma
Rezerwacja i opłata
Ajurweda
Co to jest Ajurweda
Zarys historyczny
Założenia filozofii
Medycyna starohinduska
Założenia medycyny
Diagnoza ajurwedyjska
Geneza chorób
Terapie ajurwedyjskie
Yoga
Indie
Podstawowe informacje
Stan Kerala
Ludność
Filozofia indyjska
Relacje z podróży

Aby otrzymywać informacje o nowościach, podaj swój adres e-mail:
 

Home / Nowości arrow Relacje z podróży

Podróż do Raju - Izabella Demozzi

Pierwsze kroki w Indiach

ImageDziś minął drugi dzień naszej wyprawy po Indiach. Pierwszy upłynął nam na zwiedzaniu Delhi, niestety raczej jak tzw. "prawdziwi turyści". Oznacza to, że w jeden dzień trudno odnaleźć w Delhi smak mistycznych Indii, poruszając się po zabytkach nie starszych od naszych komunistycznych blokowisk, które jednak wzbudzają powszechny zachwyt hinduskich turystów. W pierwszej kolejności udaliśmy się do największego meczetu w Starym Delhi, potem szybko "zaliczyliśmy" Bramę Indii, następnie budynki parlamentu, Qutab Minar - kompleks ruin islamskich świątyń z ok.11-13 wieku, a na końcu dotarliśmy do sklepu z herbatami o najwyższej jakości - jak zapewniał nas nasz miły przewodnik Abi. Samo miasto nie jest zbyt zachęcające do dłuższego pobytu. Najciekawsze doznania mieliśmy dzisiejszego poranka, kiedy tuż przed wypuszczeniem się w dalszą podróż w kierunku Jaipuru, zrobiliśmy sobie krótką wyprawę rikszą (dwuosobowy powóz rowerowy, kierowany przez jednego Hindusa, powszechnie stosowany środek transportu na ulicach zaludnionych miast i wiosek). Mieliśmy okazję polawirować wąskimi uliczkami Starego Delhi, gdzie w końcu dopadły nas zapachy i widoki typowego życia ubogiej części społeczeństwa. Potem wyruszyliśmy naszym mini busem w dalszą podróż do Jaipuru. Przez okna podziwialiśmy wiosenny, zielony krajobraz nawet nie bardzo zaludnionych terenów, powolne i zarazem rozbiegane życie hinduskiej ulicy. Kobiety w kolorowych Sari (tradycyjnych strojach, tj. ponad 5 m materiału owiniętego wokół ciała), mężczyźni grający południową porą w karty, chłopcy popychający wózki pełne przeróżnych, zapewne niezwykle użytecznych przedmiotów, dziewczynki pilnujące swojego rozlicznego młodszego rodzeństwa i starszyzna podpierająca ściany kartonowych baraków. Wszystko to działo się w temperaturze powietrza około 35 C. Zima minęła bezpowrotnie, nadeszła wiosna, a wraz z nią rozkoszne "ciepełko". Nocą temperatura spada jedynie do ok. 25 C. Taki przeskok z zerowych temperatur zaśnieżonej Polski daje się odczuć, choć nasz klimatyzowany busik utrzymuje nas w ciągłym komforcie. Po drodze zatrzymaliśmy się na lunch, tradycyjne hinduskie danie, Thali - obiadowy talerz rozmaitości. Bardzo dobre, choć ja wciąż nie mogę się doczekać smaków kuchni południowych Indii, Kerali, dokąd zmierzamy w drugiej części naszej wyprawy. Pod wieczór dotarliśmy do Jaipuru - Różowego Miasta. Na razie wygląda imponująco i faktycznie różowo. Na temat tego zakątka Indii opowiem w następnym odcinku naszej "hinduskiej historii", jako ze dopiero jutro czeka nas wyprawa w czasie…

*********

U żródeł Ajurwedy

Docieramy do ośrodka ajurwedyjskiego Dr.Franklin's Panchakarma and Research Centre na południu Indii, w stanie Kerala.

Pierwszy kontakt grupy lecącej bezpośrednio na Panchakarmę z hinduską ziemią miał miejsce w Delhi, podczas międzylądowania. Wieczorny przejazd z lotniska do hotelu stworzył wstępny obraz hinduskiego klimatu, i jednocześnie natychmiastowe cudowne uczucie, że oto znaleźliśmy się daleko od polskiej zimy. Powitało nas przyjemne, wieczorne muśniecie ciepłego powietrza i zapach tutejszej roślinności przeplatany zapachem tutejszego życia. Do hotelu dotarliśmy około północy. I pomimo zmęczenia dość długą podróżą, mieliśmy zamiar udać się na zwiedzanie stolicy Indii nocą. Tubylcy odwiedli nas jednak od tego pomysłu, mówiąc, ze o tej porze miasto jest całkowicie spowite ciemnością i nic nie uda nam się zobaczyć. Tak więc posłuchaliśmy głosu rozsądku i w rezultacie zgodnie udaliśmy się na spoczynek, nie mogąc doczekać się poranka. Wszystko stanowiło dla nas nowość, a każda chwila przynosiła kolejne niespodzianki, warto dodać, iż niektórzy z nas czekali na ten wyjazd już od kilku miesięcy.

Rano ruszyliśmy w dalszą podróż i około czternastej wylądowaliśmy w Thrivandrum, stolicy stanu Kerala. Stąd czekała nas jeszcze przejażdżka autokarem do ośrodka Dr. Franklina. Na szczęście trwała ona jedynie pół godziny. Po przekroczeniu bramy Shin Shiva, ośrodka w którym zostaliśmy zakwaterowani, ujrzeliśmy cudowną przestrzeń z widokiem na oblany słońcem ocean. Wszyscy westchnęli: Jesteśmy w raju!

Image To fakt. Ośrodek wygląda jak rajski ogród wpisany w palmowy krajobraz. Domki, w których mieszkamy mają wysoki standard, tu należy dodać - jak na hinduską rzeczywistość. Na powitanie zostaliśmy poczęstowani wodą kokosową, ze świeżego kokosa, ściętego w tym - od dzisiaj naszym - palmowym raju. Następnie zaproszono nas do wspólnego stołu osadzonego na piasku i zaserwowano obiad iście królewski. Dania zostały podane na palmowych liściach, a serwowali nam przystojni kelnerzy, nieco wątłej postury. Wszystko było tak, jak było można sobie wymarzyć.
Jak na hinduskie tempo i mentalne rozproszenie, które częstokroć bierze się omylnie jako "koncentrację na obecnym momencie", wszelkie procedury zakwaterowania itp. zostały zrealizowane niezwykle sprawnie. Już po obiedzie wszyscy zostaliśmy zdiagnozowani przez ajurwedyjskich lekarzy. Każdy dowiedział się jaki typ Dosha (tj. Prakriti - konstytucja psychofizyczna ciała) reprezentuje i jakiej energii ma obecnie w nadmiarze (tj. jaka jest jego aktualna predominacja - Vikriti). Doktor przeprowadził wstępny wykład na temat Ajurwedy, a w szczególności tego, co oznaczają nasze Dosha i na czym będzie polegał proces ich równoważenia (proces Panchakarma).

Następnego dnia został przygotowany dla każdego z osobna dwutygodniowy program zabiegów i indywidualna dieta. Początkowo w grupie wrzało jak w ulu od pytań i domysłów wyrażanych z przejęciem na głos. Każdy dzielił się z innymi tym, jaka jest jego Dosha, starając się znaleźć w pozostałych uczestnikach osoby z podobną do swojej charakterystyką. Potem następowała wymiana zdań na temat co i jak każdy z "ajurwedyjskich typów" może jadać, pikantnie czy raczej na słodko, jakie produkty są w szczególności wskazane bądź nie, jakie czekają go zabiegi przez następne dwa tygodnie. Wszyscy podjęli też próby rozszyfrowania tajemnych nazw dań, które pojawiły się w naszych indywidualnych kartach menu. Śmiechu i zabawy było przy tym sporo. Chociaż nazwy dań w żaden sposób nie brzmiały znajomo, to każdy z zapałem podszedł do nowego menu, które miało nam towarzyszyć przez następne dwa tygodnie. Jedynie Boguś w każdej potrawie doszukiwał się powiązań z już utęsknionym żurkiem i kiełbaską z grilla.



Dzień z Panchakarmą

ImageGodzina 6 rano. Poranek rozpoczynamy medytacją - to dla zainteresowanych i chyba nadmiernie wypoczętych. Joga rozpoczyna się o 6.45. Na zajęcia stawiają się niemal wszyscy. Pomimo wczesnej pory każdy przychodzi z dużą dozą entuzjazmu, co wkrótce potwierdza Soorya Ravi - nasz nauczyciel jogi. Codzienną jogę rozpoczynamy wspólną intonacją mantry OM i modlitwą, którą wyśpiewuje Ravi. Taki początek zajęć wprowadza nas w stan medytacji i koncentracji, właściwy podczas praktyki asan. Zajęcia nie są zbyt forsujące, jako że większość naszej grupy styka się z jogą po raz pierwszy. Natomiast ci, którzy praktykowali już jogę stwierdzają, ze to zupełnie inny styl prowadzenia zajęć w porównaniu z tym, z jakim dotychczas mieli kontakt w Europie. Ravi poświęca dużo czasu na relaks, podaje rytm, nadaje tempo i prowadzi oddech w melodyjny sposób, również za pomocą mantr. Koncentracja na oddechu towarzyszy nam w każdej chwili podczas wykonywania asan.

Po jodze, w ciszy i w stanie wewnętrznego skupienia, ponownie witamy spojrzeniem słoneczną plażę i rozległy po horyzont ocean. W myślach pozdrawiamy Matkę Ziemię, wielbimy Ojca w Niebie i dziękujemy wszelkiemu Stworzeniu za ten cudowny dar - raj na ziemi, w którym się teraz znajdujemy.

ImageChwilę potem udajemy się na wspólne śniadanko pod palmowym abażurem. Na stole wkrótce pojawia się kolorowa układanka z soczystych owoców mango, papai, ananasów, arbuzów, winogron, pomarańczy i bananów. Rzędem ustawiają się szklanki wypełnione po brzegi sokami ze świeżych owoców. Dla jednych już ta kolorowa mozaika stanowi esencję śniadaniową, inni rozkoszują się lekkostrawnymi ryżowymi iddly (racuchy przygotowywane na parze) lub dosa (placek) z kokosowym chutney i warzywnym sambar, parzonym bananem z masełkiem ghee lub też zamawiają tosty czy płatki kukurydziane.
Póki co wszystko nam bardzo smakuje, choć apetyty maleją z dnia na dzień. Wspólnie zastanawiamy się, jaka jest tego przyczyna. Z jednej strony zapewne dzieje się tak na skutek upalnej pogody i wystarczającej dawki energii z promieni słonecznych. Z drugiej zaś, to zdecydowanie efekt Panchakarmy - oczyszczania, które towarzyszy nam każdego dnia.
Jeszcze chwila odpoczynku, chwila relaksu na hamaku rozwieszonym pomiędzy palmami, przechadzka nad ocean i wkrótce otulimy się ponownie ciszą, i zapadniemy w błogi półsen podczas cudownie relaksujących zabiegów.

Dla każdego cos innego
Proces Panchakarmy przebiega w gruncie rzeczy podobnie, choć w zależności od kondycji i postawionej diagnozy organizmu, zabiegi są nieco zróżnicowane. Niektórzy mają okazję doświadczyć wykonywanego na cztery ręce pudrowego masażu Udvarthanam (w szczególności Pitha i Kapha), inni (głównie Vatha) korzystają z niezwykle skutecznych i magicznych zarazem zabiegów olejowych, mających na celu wspomożenie układu nerwowego np. Shirovasthi, Dhara, czy dla nadwerężonych stawów np. Elakizhi. Jak mawia nasz Boguś "Cudownie zostać kurczakiem w potrawce curry, jeśli przygotowaniem zajmują się dwie piękne hinduski", to adnotacja dotycząca masażu pudrowego. Ziołowa mieszanka stosowana do tego zabiegu przypomina wyglądem i zapachem przyprawę curry, namiętnie stosowaną w Indiach. Masaż ten przeznaczony jest w szczególności dla osób, które pragną pozbyć się nadwagi. Faktycznie potrafi on zdziałać cuda. Już po tygodniu, te wszystkie osoby, które chciały zrzucić kilka kilogramów, osiągnęły taki właśnie efekt.
ImageNiezwykle przyjemne okazują się zabiegi typu Dhara (masaż olejowy na trzecie oko), Pizhikil (masaż w kąpieli olejowej), Njavarakizhi ("ryżowy Pudding" czyli masaż stemplami ziołowo-ryżowymi). Kilka osób już miało szanse wypróbować zabiegi typu Dhara w Centrum Ajurwedy w Warszawie. To wspaniały zabieg przynoszący szereg korzyści dla całego organizmu. Pizhikil i Njavarakizhi większość spróbowała po raz pierwszy podczas Panchakarmy. Doznania fantastyczne! Pizhikil, kąpiel olejowa, pozwala na powrót do niemowlęctwa. Masażyści dopieszczają nas jakbyśmy byli małymi ,,bobasami", pomagając ułożyć nasze niemal bezwładne już ciała w drewnianej rynnie, specjalnie przystosowanej do tego zabiegu. Polewają nas ciepłymi olejami, zachowując przy tym bezwzględną cisze, a my w międzyczasie odpływamy w tajemną krainę marzeń i snu. Po zakończonym zabiegu wycierają nas, a resztki oleju usuwają z nas palmowymi liśćmi, poczym otulają nas w nasze codzienne stroje - dopasowane do tutejszej aury zielone szlafroki.
Jeszcze inne, nowe zabiegi czekają nas dopiero w przyszłym tygodniu. Niestety już wiemy, że nie będzie za każdym razem tak przyjemnie, jako ze musimy również doświadczyć ziołowo-olejowych lewatyw. No cóż, czego się nie robi dla zdrowego organizmu i pięknego wyglądu…?

Wypowiedzi uczestników wyprawy do Indii

ImageGrażyna : Po śniadaniu, podczas którego kelnerzy krążą wokół nas ze świeżutkimi owocami, właśnie ściętymi kokosami, sokami i daniami odpowiednimi dla naszych Dosh, odpoczywam na hamaku wśród kokosowych palm. Jedno, co przychodzi na myśl automatycznie: jest cudnie! W dole (nasz ośrodek położony jest na niewielkim wzgórzu) błękit oceanu, słychać jeszcze cichy o tej porze szum fal i donośny świergot ptaków, przerywany krzykiem… kruków. A wokół dziesiątki kamionkowych donic z ziołami i pięknymi kwiatami. Kwitną róże, jaśminy, anturium, storczyki. To chwila leniuchowania, jako że za moment oddam się na dwie godziny w sprawne ręce moich hinduskich masażystów. I to dopiero jest Raj…!

Sylwia: Cóż, jest piękniej, niż się spodziewałam. Malowniczo położony ośrodek, poranna joga z widokiem na ocean i namaszczanie ciał olejami podczas codziennych zabiegów ajurwedyjskich. To jest to, co misie lubią najbardziej… Jedzonko pycha, choć nie spodziewaj się mięsnych kotlecików. Ryż na tysiąc różnych sposobów, warzywa i owoce tworzące na talerzu kolorową mozaikę. Nic dodać, nic ująć… najlepiej doświadczyć samemu. To działa!

Kasia: Ośrodek medycyny ajurwedyjskiej Shin Shiva, w którym jesteśmy już od tygodnia, to cudowne, pełne spokoju i wyciszenia miejsce. Jeżeli ktoś kiedykolwiek marzył o raju, to my właśnie w nim jesteśmy. Szum pobliskiego oceanu, widok rybaków szykujących się do połowu, pozwalają na całkowity relaks i oderwanie od naszej polskiej, domowej rzeczywistości. Dzień zaczynamy przed wschodem słońca od zajęć jogi. Nasz nauczyciel, jogin Ravi, to bardzo interesująca postać, bardzo ciekawie prowadzi zajęcia. Choć dla początkujących mogą się wydawać nieco forsujące, powodują, że nasze ciała i umysły są zrelaksowane, gotowe do rozpoczęcia dnia z właściwą dawką energii. Potem zaczynamy zabiegi. Jedne sa bardzo przyjemne, np. masaże, kąpiele olejowe, dhara, a inne nieco mniej (wypróżnianie i picie mleka z masełkiem ghee), ale wszystkie prowadzą nas do jednego celu - oczyszczenia organizmu z toksyn, które osadzały się przez wiele lat. Oczyszczanie organizmu i odpowiednia wegetariańska dieta prowadzi również do utraty wagi, co w moim przypadku jest bardzo znaczące. Popołudnia i wieczory spędzamy bardziej przyziemnie, chodząc na spacery wśród hinduskich wiosek, po piaszczystej plaży, rozkoszując się powietrzem unoszącym się znad morskich fal, prowadząc spokojne, a czasami niezwykle zabawne dysputy. Jeździmy też na wycieczki w pobliskie okolice, jako że na dłuższe wyprawy brak czasu, ale tez i chęci po tak wyciszających zabiegach. Mieszkając wśród tubylczej ludności poznajemy ich zwyczaje, przyglądamy się świątynnym rytuałom, oglądamy ich codzienny trud. Podziwiamy za uśmiech, piękne kolory i otwartość na turystów. Teraz już wiem, że te dwa tygodnie spędzone w tym cudownym miejscu, pozwolą mi na zrelaksowanie ciała i umysłu oraz poprawienie kondycji całego organizmu. Będę mogła łagodniej patrzeć na moje otoczenie, spolegliwiej na mojego męża i trójkę małych brzdąców. Zdrowy organizm pozwoli mi na realizację wielu pomysłów, na radośniejsze podejście do życia jak również większy mój zapał do pracy. A to jest dla mnie najważniejsze.